|
Archiwum
|
piątek, 12 grudnia 2008
Wbrew pozorom żyję
A nawet można powiedzieć, że mam sie dobrze. Wyjazd do Florencji (pisałam, ze to była Florencja?) troche wytracił mnie z rytmu. Z tym ze sam wyjazd trwał tydzień a wytrącenie jeszcze ze 2 po powrocie. Co o Florencji? Florencja w listopadzie była zaskakująco ciepła. Ludzie poubierani w zależności od tego skąd kto przyjechał. Była i dziewczyna w krótkiej bawełnianej sukience z krótkimi rekawami i japonkach, którą spotkalismy tuż po przylocie (z zaśnierzonego Zurychu, zresztą), był i facet okutany w szalik i rękawiczki, z czapką głęboko nasunietą na czoło hebanowej barwy. Facet ten z uporem godnym lepszej sprawy co wieczór usiłował nam sprzedać różę w restauracji "U Wawrzyńca", którą znaleźliśmy już na początku pobytu a która oprócz smacznego jedzenia miała tę zaletę, że była "otwarta przez cały dzień od 12 do 24", jak głosiła tabliczka na drzwiach. Bo wiekszość restauracji była otwierana długo po tym, jak nam kiszki zaczynały grać marsza. Zaskakujące były też florenckie deszcze. Jak nas jeden zaskoczył na środku mostu (ale nie TEGO mostu, tylko takiego zwykłego), to zmoczył nas od głów do stóp mimo, ze skończył sie równie gwałtownie jak zaczął, jeszcze zanim doszlismy do drugiego brzegu. - Kuba... Czy mogę ci zadać pytanie, które mnie kompletnie skompromituje? Rzeka nazywa się Arno, teraz już wiem. Zaskakujacy był florencki ruch uliczny. Po staromiejskich ulicach szerokości mojego korytarza jeździły autobusy, samochody i stada skuterów. Światło zielone oznacza tam "idź" a czerwone "idź szybciej". Ulice wiły się i zakręcały i idealnie nadawały sie do spacerów bez celu, które wypełniały nam większą część wolnego czasu. Z Florenckiej "jazdy obowiązkowej" odbyliśmy wizytę na Moście Złotników, w Katedrze, w Baptysterium i na szczycie dzwonnicy, podziwialiśmy miasto z placu Michała Anioła, raz w nocy i drugi w środku dnia. Nie ciagneło nas do muzeów, zamiast tego wybieraliśmy kolejny spacer donikąd. Kiedy juz doszłam jako tako do siebie po powrocie, Magda zapytała co sadzę o jodze. Chodzimy więc od 3 tygodni (czyli 6 razy) i bardzo nam się podoba. I to z grubsza tyle. Poza tym standard - dom, Mały, próba napisania publikacji... Ale od stycznia wracam do pracy, bo moja mama idzie na emeryturę. Będzie inaczej.
czwartek, 30 października 2008
Rajzefiber
Propozycje wszelkich wyjazdów przyjmuje bardzo entuzjastycznie, ale pod warunkiem, że są w odpowiednio odległej perspektywie. Na ten wyjazd na przykład cieszyłam się w lutym. A teraz mi jakby przeszło. No ale nic to. Za 10 dni bedzie po wszystkim, jakoś wytrzymam. Mam nadzieję, że Mały zniesie ten tydzień lepiej niż ja. Od jego urodzin (wczoraj mineło 2 i pół roku) wszystkie noce spędzałam w domu z jednym, weselnym, wyjatkiem. PS. Wrzosiu, to nie ta "Miłość Staropolska", sprawdziłam, są dwie. Ta moja była Agnieszki Lisak. Fajnie się czytało, taki troche Pudelek z epoki ;)
poniedziałek, 20 października 2008
Tata, mama czytu czytu robi!
Do zabawy zaprosiła mnie Tores i skłoniła do rachunku sumienia. Okazalo się, że czytam dużo mniej niż kiedyś. Posypuję sobie głowę popiołem... 1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej? Wieczory kiedyś były poswięcone na czytanie, ale teraz wieczorami scrapuję, a dzieląc sypialnię z juniorem nie mogę sobie pozwolic na czytanie w łózku. Trudno więc mówić o ulubionej porze. Najcześciej czytam na stojąco bujając w wózku Małego przed drzemką, ale trudno ten sposób nazwać ulubionym. 2. Gdzie czytasz? Jeśli nie stoję z wózkiem, to półleżę na kanapie (moja kanapa jest stworzona do półleżenia). 3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu? Na plecach, oparta o poduszkę, opartą o wezgołwie, czyli w zasadzie (pół)siedząc. 4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej? Książki polecone przez moich przyjaciół. W ten sposób mam pewność, że podobały się komuś oprócz autora i jego rodziny. 5. Jaką książkę ostatni kupiłaś? Rzadko ostatnio kupuję książki, bo tych z polecenia i pożyczenia mam na półce długa kolejkę. Nie licząc poradników, słowników itp. ostatnia była chyba "Cezar i Kleopatra" Vanderberga. 6. Co czytałaś ostatnio? "Miłość staropolską" (nie pamiętam autora a już wróciła do wlaścicielki), 3 cześci "Białej Masajki", "Cezara i Kleopatrę". 7. Co czytasz aktualnie? "Gottland" Szczygła. Ze względu na choreografię, kiedy pytam znajomych o "coś lekkiego do czytania", należy to rozumiec dosłownie. Tony Halik np. już od jakiegoś czasu czeka na dokończenie, bo mi ręka mdleje (drugą bujam). 8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są? Nie jestem zdolna do świętokradztwa! Zakładki są na ogół przypadkowe - jakieś wizytówki, kalendarzyki, bilety autobusowe. Jeśli sama kupiłam książkę to najcześciej paragon. 9. Co sądzisz o książkach do słuchania? Jestem wzrokowcem, nie bardzo sobie wyobrażam słuchania, ale podobnie jak Tores, też zamierzam spróbować z Lesiem. 10. Co sądzisz o ebookach? Odpychają mnie na pierwszy rzut oka tak bardzo, że jeszcze nie próbowałam. Implikacja
- Mama budne wosy ma.
piątek, 12 września 2008
niedziela, 31 sierpnia 2008
wtorek, 19 sierpnia 2008
Już dziesiąta? Jak ten czas leci...
- Wpadniesz na kawę?
Wszystkiego najlepszego, z okazji wspólnej dekady, Mężu!
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Mocny argument
- Mężu... Jak ja fatalnie na tych zdjęciach wychodzę... Zaczynam podejrzewać, że ja faktycznie tak paskudnie wygladam. - No coś ty. Nie ożeniłbym się z toba, gdybyś wygladała tak paskudnie jak na zdjęciach.
niedziela, 10 sierpnia 2008
Jak robi morze?
Mały zadaje mnóstwo pytań i stara się zapamiętywać odpowiedzi. Nie jest to proste, więc zadaje to samo pytanie wiele razy a my cierpliwie odpowiadamy. Nie jest to jeszcze ten etap, kiedy dostaje się wysypki słysząc kolejne "dlaczego?", na razie pytaniem głównym jest "co to?" - Mama, co to? I tak dalej. Ostatni tydzień spędzilismy w rozjazdach. Najpierw na krótko Olsztyn (pozdrawiam serdecznie Lengow - miło Cię było spotkać), potem morze, potem znów w przelocie Olsztyn. Nad morzem spędziliśmy 4 dni i każdego dnia mieliśmy zupełnie inną pogodę - od dzikiego wiatru i wielkich fal do upału i morza gładkiego jak blat stołu. To pierwsze podobało nam się bardziej - niech mi ktoś powie, kiedy najlepiej pojechać, żeby miec właśnie taką pogodę? Po powrocie do domu Mały z przejęciem opowiadał babci na pytania dotyczące wycieczki. - A morze jak robiło? |